Przed wczoraj uszyłam ubranko dla babci psa, takie chroniące przed chłodem. Było za małe i szczerze mnie to zasmuciło. Jednak babcia już po fakcie dała mi jakieś inne ubranko, z którego mogłam idealnie ściągnąć krój, co tez uczyniłam. Efektem jest fioletowe "sweterek" z kokardką. Ma lamówkę na szyii, zakończone brzegi, rękawki ozdobione zygzaczkiem, rzepki i uszko na ogonek. I jeszcze dziurkę na zapięcie szelek.
Z ubranka jestem dumna, bo to moje pierwsze ubranko, które nie jest tubą z dziurami na łapki :)
Dziś jeszcze pobawiłam się w groomera i postanowiłam na wyjazd na wakacje (tak, Charis wyjeżdża nad morze na tydzień z Czarkiem - tym od ubranka) obciąć mu ładnie futerko na łapkach, bo wypada wyglądać elegancko. Zwykle robi mu to psia fryzjerka, ale nie było to planowane, a wiadomo, umówić się trzeba. Nie powiem, trochę się stresowałam, że będzie źle, ale wyszło całkiem znośnie. Na tyle znośnie, że poza łapkami pod nożyczki trafiły boki psa, kryza i pupa. Efekt zadowalający. Pies nie wygląda głupio :)
Pozdrawiam :)







































